78str.
Erica wydęła szyderczo wargi. - Nie poprosiła mnie do aparatu, bo nie cierpi mnie, w tym rzecz. - Odstawiła filiżankę. - Myślę, że najwyższy czas, aby poznała pani prawdę o Martinie i o mnie. Mieliśmy zamiar przeprowadzić rozwód. Jechaliśmy do King's Lynn, aby poin¬formować o tym jego rodziców. Nie chcieliśmy dopuścić do te¬go, aby dowiedzieli się o rozwodzie z jakiejś gazety. - Pani Myles, nie musi nam pani niczego mówić, chyba że sama odczuwa taką potrzebę - odparła cicho Mary. W jej gło¬sie zabrzmiała jakaś ostrzegawcza nuta i Samanta mimo woli przypomniała sobie formułkę „Ma pani prawo zachować mil¬czenie." - Owszem, odczuwam taką potrzebę. Policja zapyta mnie i tak, jak to się stało, lepiej więc, jeśli już teraz ułożę sobie wszystko w głowie. - Przesunęła dłońmi po stole, jakby po¬rządkowała myśli. - Pobraliśmy się rok temu - zaczęła po chwili. - Pierwszą rocznicę obchodziliśmy w ubiegłym miesiącu i była to czysta farsa. Postanowiliśmy przeprowadzić rozwód. Błagałam Marti¬na, żeby poinformował swoich rodziców, ale on bał się ojca. Dopiero gdy zagroziłam, że napiszę do jego matki, zgodził się, abyśmy pojechali do nich. To było trzy dni temu. Zaczął pić, żeby dodać sobie odwagi. Próbowałam go powstrzymać, ale bezskutecznie. Z Londynu wyjechaliśmy wczoraj po południu, tuż po pią¬tej. Padał deszcz, panował bardzo duży ruch. Martin miał w sa¬mochodzie butelkę brandy, z której pociągał raz po raz. Kiedy dotarliśmy do Cambridge, udałam, że jestem głodna. Pomyśla¬łam sobie, że będzie lepiej, jeśli on coś zje. Zatrzymaliśmy się przy pubie, gdzie zamówiłam obiad, ale tylko dla siebie, bo Martin nie chciał jeść. Wypił za to znowu dwie podwójne bran¬dy. Kiedy wróciliśmy do auta, poprosiłam, aby pozwolił mi usiąść za kierownicą. Ostrzegłam go, że jeśli złapie nas poli¬cja, znajdzie się bardzo prędko w więzieniu. Na to obsypał mnie wyzwiskami i uderzył w twarz. Po pijanemu stawał się przeważnie dosyć agresywny.