80str.
Podniosłam butelkę i otworzyłam okno. Chciałam ją wyrzucić z samochodu. Wtedy Martin zahamował gwałtownie, a samo¬chód zsunął się trochę z drogi i stanął tuż nad skarpą. Martin zawołał: „Oddaj!" - i złapał mnie za rękę, chcąc wyrwać mi bu¬telkę. Uderzyłam go w twarz. Wtedy ogarnęła go furia. Zaczął okładać mnie pięściami po całym ciele, a potem chwycił za gardło. Omal mnie nie udusił, myślałam, że to już moje ostat¬nie chwile. W pewnej chwili odruchowo uderzyłam go butelką, którą nadal trzymałam w lewej ręce. To nie było mocne ude-rzenie, chciałam tylko, żeby mnie puścił. Rzeczywiście, w pierwszej chwili odsunął się na bok i zaklął tylko, ale potem znowu zaczął mnie dusić. Udało mi się otworzyć drzwi i zaczꬳam się szamotać, aby wydostać się na zewnątrz. Kiedy chwycił mnie za rękę, uderzyłam go ponownie butelką. Trafiłam w czo¬ło. Upadł na wznak, a ja wyskoczyłam z auta i zatrzasnęłam drzwi. Chciałam pobiec w stronę wioski, ale wtedy samochód zaczął się staczać po skarpie w dół. Martin leżał na siedzeniu. Krzyknęłam jeszcze, żeby zaciągnął hamulec ręczny, ale nie zrobił tego. Samochód już zanurzał się w wodzie. Wszystko działo się tak szybko! Nie mogłam temu zaradzić, byłam bez¬silna. Nie umiem pływać, a do tego byłam jeszcze trochę oszo¬łomiona po tej szamotaninie. Zdaje się, że zaczęłam wzywać głośno pomocy. Potem zauważyłam światła w tym domu i po¬biegłam tak szybko, jak tylko mogłam. Biegłam i biegłam. -Zadrżała gwałtownie na całym ciele, objęła się oburącz w pa¬sie i zaczęła kołysać w przód i w tył. - Powiedzą, że to ja go za¬biłam! Wsadzą mnie do więzienia! Mary wstała, obeszła stół i otoczyła dziewczynę ramieniem. - Nic podobnego - oświadczyła. - Jestem prawnikiem i znam się na tego typu sprawach. Uderzyła pani męża, działając w obronie własnej. - Nie uwierzą mi! - Na pewno uwierzą. - Głos Mary był spokojny i kojący. -Kiedy policja zacznie panią przesłuchiwać, proszę opowiedzieć wszystko dokładnie tak, jak przed chwilą. Będzie dobrze. Pro¬szę mi zaufać.