82str.
Hogg uniósł brwi, zdumiony, że Erica mówiąc o nich używa imion, kiwnął jednak głową. - Nie mam nic przeciw temu. Czy możemy tu usiąść, panno Slevin? To nie potrwa długo. Zajęli miejsca. Hogg na sofie, tuż obok Eriki, Perkins zaś z tyłu, na krześle. - A teraz, pani Myles - powiedział Hogg - chciałbym panią poprosić o podanie kilku niezbędnych informacji - przede wszystkim pełnego imienia i nazwiska oraz adresu. - Erica Susan Myles. - Urwała, zmarszczyła brwi. - Mie¬szkałam w Londonderry Mews, numer cztery, Dutch Street, Chelsea, ale prawdę mówiąc nie wiem, czy jeszcze tam wrócę. Przypuszczam, że będę musiała zabrać swoje rzeczy i wyprowa¬dzić się. Zmuszą mnie do tego. - Jeśli czynsz jest opłacony - odparł Hogg - nikt nie może pani stamtąd wyrzucić. - Nie płaciliśmy czynszu. To mieszkanie należy do ojca Mar¬tina, pana Randalla Mylesa, który mnie nie cierpi. I zrobi wszystko, abym wyniosła się jak najprędzej. Mówiła spokojnym, rzeczowym głosem. Hogg, nieco zbity z tropu, zadał kolejne pytanie tonem bardziej uprzejmym. - Czy w takim razie mogłaby pani podać mi adres, pod ja-kim będzie osiągalna? - Owszem, to adres mojego banku. Barclays przy Cockspur Street. Po co to panu? - Będzie jeszcze trochę formalności, kiedy rozpocznie się dochodzenie - odparł. - Ależ to był wypadek! - W przypadku śmierci ofiary wypadku dochodzenie jest konieczne. - Chce pan powiedzieć, że będą go kroić? - Zostanie przeprowadzona sekcja zwłok, owszem. - Hogg nie spuszczał wzroku ze swojej rozmówczyni. - Musimy zadość¬uczynić wymogom koronera i wyjaśnić okoliczności śmierci pa¬ni męża. Należy stwierdzić, czy był martwy, kiedy znalazł się pod wodą, czy też żył jeszcze i utopił się.