83str.

Erica wydała stłumiony okrzyk i przycisnęła dłonie do ust. Mary przemówiła spokojnym tonem: - Erico, wiem, jakie to dla pani okropne, obawiam się jed¬nak, że nie obejdzie się bez tych prawniczych formalności. - Zwróciła się do Hogga: - Inspektorze, czy wiadomo już, kie¬dy zacznie się dochodzenie? - Niezwłocznie, panno Slevin. Chyba że wyłonią się jakieś problemy. - Problemy? - powtórzyła Erica. - Co pan ma na myśli? Zielone oczy Hogga pozbawione były wszelkiego wyrazu. - No cóż, proszę pani, na głowie pana Mylesa widnieją śla¬dy obrażeń. Musimy wyjaśnić okoliczności, w jakich je od¬niósł. - Może pan dowiedzieć się tego ode mnie! Uderzyłam męża butelką brandy. Próbował mnie zabić, tłukł po twarzy, po ca¬łym ciele, mało brakowało, a byłby mnie udusił. Był pijany, pi¬jany jak bela! Hogg milczał. Perkins zapisywał coś w notesie. - To prawda! - krzyknęła Erica. - Niech pan zapyta doktora Bella! Widział mnie wczoraj w nocy, może zaświadczyć! - Oczywiście, że z nim porozmawiam. Nie wątpię też w pani prawdomówność, pani Myles. Po prostu nie wiem dokładnie, jak to wszystko się potoczy. Czy potrafiłaby pani określić, ile alkoholu wypił mąż? - Wczoraj? Przynajmniej jedną butelkę brandy. Ale nie wiem, ile wypił przed lunchem. Był w klubie. - Jaki to klub, pani Myles? Erica poruszyła się niespokojnie na sofie. - Prawdę mówiąc, nie wiem. Powiedział tylko: „Idę do klu-bu". - Rozumiem. Cóż, poproszę panią o spisanie w wolnej chwi¬li nazwisk osób, które mogłyby nam pomóc, a my z nimi poro¬zmawiamy. Jeśli pił rano, to z pewnością wypił dużo alkoholu również wczoraj wieczorem. - Mówiłam już, że był pijany! - Erica zacisnęła mocno usta, a policzki pociemniały jej z gniewu.