85str.

- Ale stała pani tyłem do niego? - Nie. W tym momencie odwróciłam się i uderzyłam go bu¬telką w czoło. - Jak mocne to było uderzenie? - Mocne. - W głosie Eriki zabrzmiała histeria. - Uderzyłam go z całej siły. Przecież on chciał mnie zabić! Musiałam się bro¬nić! - I wtedy puścił panią? - Tak. Puścił i... i przewrócił się na siedzenie. - Czy to wyglądało tak, jakby po prostu osunął się z powro¬tem na swoje miejsce, czy też padł na kierownicę? - Osunął się na swoje miejsce. Tak mi się zdaje. Nie pamię¬tam. Myślałam wtedy tylko o tym, żeby uciec. Byłam przerażo¬na... - Tak, oczywiście, to zrozumiałe. - Hogg nachylił się do przodu. - Uderzyła go pani, a on osunął się na siedzenie. Czy wówczas wysiadła pani natychmiast z samochodu? -Tak. - Czy auto stało nadal na szczycie skarpy? -Tak. - Stało w miejscu? - Tak. Ale tuż nad pochyłością skarpy. - Erica skuliła się, dygotała na całym ciele. - Trochę się chwiało. - Czy silnik pracował? - Nie wiem. Jak mogłabym pamiętać takie drobiazgi? - Niech pani spróbuje sobie przypomnieć. To ważne. Jej wzrok wyrażał teraz bunt. Oczy zaszkliły się od łez. - Pan jest bez serca! - zawołała. Potrząsnął głową. - Wiem, co pani przeżywa. Jest mi bardzo przykro, że muszę zadawać te wszystkie pytania, ale na tym polega moja praca. Miejmy nadzieję, że już wkrótce uporamy się z tą sprawą. Erica sięgnęła do kieszeni, wyjęła chusteczkę i przyłożyła ją do ust i nosa. Przez chwilę wpatrywała się gdzieś w dal, wre¬szcie szepnęła: - Silnik był chyba włączony... w każdym razie kiedy samo-